... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

„Beatlesi”, Lars Saabye Christensen



By  Kasia     22:34    Etykiety:,,, 

„Życie nie zawsze układa się tak, jak człowiek to sobie wyobraża. Tego też musisz się nauczyć.”
- Lars Saabye Christensen, Beatlesi


Otwieram książkę i przez pierwsze kilkadziesiąt stron, czuję zapach jabłek i dusznego lata - wprost idealnie w te długie zimowe wieczory. Gdzieś w zakamarkach umysłu słyszę utwory Beatlesów i z wypiekami na twarzy, zasiadam razem z czwórką równych chłopaków wokół gramofonu, wsłuchując się w kolejne utwory brytyjskiego zespołu: Help, Yellow Submarine, Strawberry Fields Forever... Każdy utwór to osobny rozdział w czyimś życiu. W tak przyjemny sposób wciąga w swój świat norweski pisarz Lars Saabye Christensen. Wbrew temu jakie myśli nasuwa tytuł powieści, „Beatlesi” to nie książka o cudownej czwórce z Liverpoolu, a o cudownej czwórce z Oslo: o Kimie, Gunnarze, Oli i Sebie oraz o niezwykłej przyjaźni jaka ich połączyła.

Głównym bohaterem jest Kim. To jego oczami spoglądamy na stolicę Norwegii lat 60. i 70. Kim i jego trzej przyjaciele ze szkolnej ławki są bez reszty zapatrzeni w zespół The Beatles - bo to przecież „zwykli chłopcy, którym się udało.” Obowiązkowo zapuszczają spadające na oczy grzywki, jednocześnie tocząc z rodzicami zaciekłą wojnę, o to aby ich nie ścinać (nie zawsze wygraną). Dołączają do swoich rówieśników szturmujących kasy kin, by ujrzeć swoich idoli na dużym ekranie. Wśród tysięcy ogarniętych beatlemanią, ta czwórka całym sercem wierzy, że są ich najprawdziwszymi fanami. To właśnie ta wiara i muzyka połączyła ich na całe lata. 

„Każdemu wręczono szmacianą piłeczkę, trzy rzuty, i po puszkach. Za chwilę trzymaliśmy w rękach ogromnego misia, ale z nim przecież nie mogliśmy się włóczyć, oddaliśmy go więc malutkiej dziewczynce ubranej w strój ludowy. W taki dzień dobry uczynek był jak najbardziej na miejscu, teraz z czystym sumieniem mogliśmy wymyślić jakieś draństwo.”

Życie Kima, Gunnara, Oli i Seba rządzi się wszelkimi prawami młodości. Jest w nim miejsce nie tylko na muzykę, ale i zwariowane pomysły i przygody: szkolne potańcówki, mecze piłki nożnej, biwakowanie, założenie własnego zespołu, podróż autostopem przez Europę, pierwsze prawdziwe przyjaźni i miłości, pierwsze bójki i używki, zabawne, bądź bolesne doświadczenia z alkoholem i narkotykami.

Z biegiem lat, chłopcy zmieniają się; zmienia się również ich spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Naiwne, wręcz idealistyczne wyobrażenie o świecie poddane jest konfrontacji z wielkimi wydarzeniami w historii: wojną w Wietnamie, rewolucyjnymi rozruchami na ulicach Oslo, czy też manifestacjami we Francji w ’68. W rezultacie, każdy z chłopców może być coraz bardziej zagubiony, w ich życie zaczyna wkradać się przeraźliwa dorosłość – pierwsza praca, samodzielność, wyprowadzka z domu. Autor snuje swą opowieść o tym jak dziwnie los plecie nasze ścieżki życia.

Christensen już po kilku pierwszych stronach skradł moje serce i pobudził apetyt na więcej. To przede wszystkim zasługa narracji; prostej, cudownie szczerej i często zabawnej. Szczegółowością opisów autor stworzył wprost magiczny klimat. Podczas lektury ma się przed oczami własną młodość. Mimo całej magii i urokliwości, książka niesie nieco przygnębiające przesłanie: bez względu na wszelkie marzenia i plany, życie zawsze ma przygotowany dla nas swój własny scenariusz i „nie zawsze układa się tak, jak człowiek to sobie wyobraża”. Tego chyba musimy nauczyć się wszyscy.

Moja ocena: 5/6


Lars Saabye Christensen
Beatlesi
Wydawnictwo Literackie 2016
tłum. Iwona Zimnicka

Drogi Czytelniku!

Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

3 komentarze:

  1. Jeszcze bardziej podkręciłaś mój apetyt na tę książkę, o ile to w ogóle możliwe, bo już i tak był wielki. Uwielbiam takie klimaty - dzieciństwo, dorastanie, rozwiewanie złudzeń, nostalgia. I akurat ten moment historii, lata 60., też mnie bardzo kręci. Nie mówiąc o tym, że uwielbiam Beatlesów :). Muszę, muszę! Mam po drodze jeszcze do przeczytania "Półbrata", też doskonałego podobno, ale na obydwie znajdę jakoś czas, choć to solidne cegły :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wiem, to też moje klimaty. Tym bardziej, że narrator to naprawdę równy gość, a czytając tyle sytuacji z życia stanęło mi nagle przed oczami. Fantastyczne uczucie! Bardzo przyjemna lektura, jeśli chcesz, chętnie pożyczę ;) A na "Półbrata" też mam teraz ogromną ochotę. Ale najpierw muszę go zdobyć!

      Usuń
  2. Książka leży u mnie na półce a ja się waham, czy ją przeczytać z troszkę dziwnego powodu. Zachwyciłam się "Odpływem" i teraz boję się, że każda następna pozycja tego autora będzie rozczarowaniem.

    Dzięki za dostarczenie argumentów jednak za przeczytaniem :)

    OdpowiedzUsuń