... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

W poszukiwaniu zagubionej tożsamości, czyli „Wszystko jest iluminacją” Jonathana Safrana Foera



By  zabaa     19:51    Etykiety:,,, 
Czym jest jawa, jeśli nie interpretowaniem snów, albo i śnienie jeśli nie interpretowaniem jawy?

Jonathan Safran Foer, Wszystko jest iluminacją


Jonathan Safran Foer zdecydowanie wie jak przykuć uwagę czytelnika. Wystarczyło, że spojrzałam na tytuł i miałam już milion pomysłów na temat tego, czego może dotyczyć ta książka. Jak się później okazało, żaden z nich nie był trafiony. Spodziewałam się mocno surrealistycznej podróży, lub czegoś podobnego do świata jaki tworzył w swoich dziełach Bruno Schulz, którego młody amerykański pisarz jest wielkim fanem. Mimo to, Foer nie zawodzi, a wręcz przeciwnie – zaskakuje jeszcze bardziej. W swojej debiutanckiej powieści „Wszystko jest iluminacją” pisarz miesza rzeczywistość z fikcją, komedię z tragedią.  Wykazał się tak niebanalnym podejściem literatury, że naprawdę można się zachwycić wspaniałym pomysłem na fabułę i nieszablonową konstrukcją.

Książka skrywa w sobie więcej niż jedną historię i jeden głos narracyjny. Pierwszy, któremu się przysłuchujemy należy do Aleksa Perczowa z Odessy. Aleks jako przewodnik i niezbyt kompetentny tłumacz próbuje pomóc młodemu Amerykaninowi żydowskiego pochodzenia w odnalezieniu miejscowości o nazwie Trachimbrod, w której przed wojną żyli jego przodkowie. Tym młodzieńcem okazuje się być sam Jonathan Safran Foer (tak! autor zrobił z siebie bohatera własnej książki!). Jonathan uzbrojony w starą fotografię kobiety, która prawdopodobnie uratowała jego dziadka w czasie II Wojny Światowej, chce do niej dotrzeć, poznać swoje korzenie i… podziękować. Za to, że dzięki niej sam mógł się urodzić.

Podróż do nieistniejącej już miejscowości szybko przemienia się w prawdziwą komedię pomyłek. Wszystko dlatego, że tym dwóm towarzyszą jeszcze dziadek Aleksa (jako „niedowidzący” kierowca), oraz nadpobudliwa i „obłąkańcza” suczka - przewodniczka Sammy Davis Junior Junior. W tak ekscentrycznym gronie musi w końcu dojść do zabawnych różnic kulturowych, tudzież prawdziwej przepaści pokoleniowej.

Drugi głos w powieści należy do Jonathana, który spisuje pełną magii, fikcyjną historię ukraińskiego sztetla, Trachimbrodu. W książce, którą pisze próbuje odtworzyć mapę życia swoich przodków, oraz mieszkańców miasteczka, cofając się w czasie do lat 1791 – 1941. Są to różne epizody przedstawiające życie codzienne, nieraz wstrząsające, nieraz wzruszające, czasem też nawet zabawne.

Te ścieżki narracyjne zbiegają się w końcu w jedną zgłębiającą tematy ważne i trudne. Nagle uświadamiamy sobie, że nie tylko bohaterowie doświadczają iluminacji. Im bardziej brniemy w powieść, tym bardziej oddalamy się od humorystycznych absurdów i przekonujemy się, że kryją one głębszy sens. Foer nie boi się pisać o doświadczeniach wojny i Holokauście, stawia fundamentalne pytania: kim jesteśmy? Co tu robimy? Zmusza do głębszych refleksji na tematy takie jak pamięć, tożsamość i miłość. A przy tym wszystkim jego styl pisania jest niezwykle atrakcyjny, świeży i innowacyjny. Język powieści jest dosadny, sugestywny i ubarwiony wschodnim dialektem, co niejednokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy (ukłony dla tłumacza!).

Moja ocena: 6/6


Jonathan Safran Foer
Wszystko jest iluminacją
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2003
Tłum. Michał Kłobukowski


Słówko od Żaby

Drogi Czytelniku! Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

6 komentarzy:

  1. Czy po takiej recenzji można nie skusić się na tę powieść? :) Książka łącząca w sobie absurdalny humor, filozoficzne zacięcie i życie po Holokauście - to brzmi jak coś, czego nie mogę przegapić. Przeczytałam recenzję z przyjemnością i, oczywiście, zapisuję sobie nazwisko autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, patrząc na nasze zbieżne gusta, nie mam wątpliwości, że Ci się spodoba!

      Usuń
  2. Ustawicznie wzbudzasz we mnie wyrzuty sumienia, sięgając po powieści, które od dawna chciałam przeczytać :). Ten tytuł już długo za mną chodzi, choć Twoja recenzja uświadomiła mi, że nie miałam pojęcia, o czym jest ta książka ;). Ale jeśli chodzi o Safrana Foera, w pierwszej kolejności sięgnę chyba jednak po "Strasznie głośno, niesamowicie blisko". Bo już mam na półce :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu! Wybacz! Ja nie chciałam wyrzutów! Ale powiem Ci, że po pierwsze warto... i przeczytać i przeczytać szybciej. Też mam mnóstwo książek wiszących w przestrzeni, czekających na swoją kolej, ale z tej jestem wyjątkowo zadowolona, że jednak ją poznałam. Sama nie miałam pojęcia o czym to i spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a zostałam bardzo mile zaskoczona. Jeśli chodzi o "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" to biję się w tym momencie z myślami. Bo z jednej strony styl Foera wydał mi się niezwykle ciekawy i wart jeszcze bliższego poznania, z drugiej wątek WTC wydaje mi się już tak pompatycznie oklepany przez Amerykanów, że boję się, że się tylko zrażę, a nie chciałabym. Może zatem poczekam na Twoje wrażenia i wtedy podejmę decyzję...

      Usuń
  3. Jak na razie, widziałam jedynie film na podstawie tej książki, z Elijah'em Woodem. Film oczywiście polecam, ale z Twojej opinii widzę, że literacki pierwowzór jest dużo lepszy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że jestem świeżo i po książce i po filmie i mimo kolejności i tak będę przekonywać, żeby sięgnąć po książkę! Film jest oczywiście przecudownie zrobiony, ale brakuje w nim praktycznie całej narracji Jonathana na temat miasteczka Trachimbrod i ludzi tam mieszkających (tylko parę nędznych urywków zrobili :(). To trochę tak jakby wyrzucili pół książki... A tam jest o wiele więcej ciekawych historii!

      Usuń