... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

„Wojna i terpentyna”, Stefan Hertmans



By  zabaa     22:07    Etykiety:,,, 
Teraz chciałbym ponownie usłyszeć ich opowieści ze szczegółami, bo jako dziecko byłem widzącym ślepcem, słyszącym głuchym.”

 - Stefan Hertmans, Wojna i terpentyna


Przez całą lekturę „Wojny i terpentyny” Stefana Hertmansa towarzyszyła mi jedna myśl – jak mało w gruncie rzeczy wiemy o swoich przodkach, o rodzinie, o korzeniach. Kiedy jesteśmy mali, słuchamy różnych opowieści naszych rodziców lub dziadków o tym jak się poznali, co w życiu robili i w jakich czasach żyli. Ale to są zawsze tylko fragmenty wyrwane z przeszłości; rozdziały, które ciężko nam potem połączyć w kompletną powieść mającą swój początek – środek – i zakończenie. Dlatego uważam flamandzkiego pisarza Stefana Hertmansa, za ogromnego szczęściarza, bo dane mu było zaglądnąć do walizki pełnej wspomnień jednej z najbliższych mu osób. Miał możliwość poznać pożółkłe dzienniki swego dziadka i przekonać się ile w życiu zniósł i czego doświadczył.

Przed śmiercią, Urbain Martien, wręczył wnukowi dwa zeszyty. W pierwszym z nich, małym i grubym, przywołał pamięcią swoje młode lata spędzone w Gandawie jeszcze przed 1900 rokiem. Mieszkając z rodziną w dzielnicy robotniczej, Urbain szybko poznał gorzki smak ubóstwa i katorżniczej pracy. Przedwczesna śmierć ojca sprawiła, że niczym w dickensowskiej opowieści, chłopiec został okradziony z niewinnej młodości, z dzieciństwa. W wieku 13 lat zmuszony był do podjęcia wyczerpującej fizycznie pracy w odlewni żeliwa. Trudy dzieciństwa wynagrodziła mu kochająca rodzina, oraz zaszczepiona przez ojca miłość do piękna i sztuki.

Hertmans opowiedział tę historię własnym głosem, dodając swoje wspomnienia o dziadku i uzupełniając opowieść fotografiami z prywatnego archiwum. Drugi zeszyt skrywa wstrząsającą relację z frontu, gdzie życie ogranicza się do wykonywania rozkazów „oui mon commandant”, gdzie walka o przetrwanie bezustannie miesza się z brudem, smrodem i głodem. W drugiej części powieści, Hertmans oddaje głos swojemu dziadkowi zamieszczając obszerne fragmenty jego dzienników:

“Mój dziennik o wojnie 1914–1918 w ponad połowie zapisany jest nudnymi opowieściami o latach dzieciństwa i wiele stron jest nieważnych. Teraz piszę wyłącznie o wojnie, prawdziwie i szczerze, nie jako hołd. Bóg mi dopomóż. Tylko moje przeżycia. Moje okropności”.

Te dzienniki są dowodem chaosu panującego w świadomości człowieka, który przeżył wojnę. Nawet jej koniec nie jest i nie może być powrotem do normalności. Urbain Martien przez resztę swojego życia musiał radzić sobie z powojenną traumą, bo nie było wówczas żadnej pomocy dla tych którzy ocaleli z bitewnego piekła. Swój smutek, ból i cierpienie szczegółowo opowiadał bliskim przy każdej możliwej okazji, a po czterdziestu latach przelał je na papier.  

„Wojna i terpentyna” to chyba najważniejsza powieść w dorobku flamandzkiego pisarza (jedyna wydana w języku polskim, chociaż mam nadzieję, że będą też inne książki tego autora). Najważniejsza, bo niezwykle osobista, niezwykle intymna i przepełniona emocjami. Jest to opowieść wnuka o tym jak postrzegał swojego dziadka – jako niezwykłego, silnego i wartościowego człowieka, którego nie były w stanie złamać nawet najgorsze momenty w życiu. Człowieka, który po tym jak przeżył piekło, wciąż potrafił cieszyć się z życia, biegając beztrosko z wnukiem po plaży. Książka Hertmansa to również coś więcej niż tylko wspomnienie życia ukochanego dziadka. Autor przedstawia tu obraz epoki, bolesną historię Belgii, a także pokazuje jak wyglądało życie rodzinne w tym okresie. Pomimo wszelkich okropności, które kryją się za tą historią, jest to niezwykle piękna i wartościowa powieść.

Moja ocena: 5/6


Stefan Hertmans
Wojna i terpentyna 
Wydawnictwo Marginesy 2015
tłum. Alicja Oczko

Słówko od Żaby

Drogi Czytelniku! Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

4 komentarze:

  1. Polowałam na tę powieść i polowałam, a oczywiście w przedświątecznym rozgardiaszu przegapiłam promocję na nią w Publio. Chyba teraz jednak pokuszę się o wydanie papierowe, bo nie wiedziałam, że ta książka zawiera fotografie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poluj dalej, bo naprawdę warto! Cudowanie się ją czytało.

      Usuń
  2. Jestem świeżo po lekturze tej książki. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie - to płynne przenikanie się miłości do sztuki, rodziców i wymarzonej kobiety, z tragedią wojny i samotności. Piękna, wstrząsająca i bolesna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, lepiej bym tego nie ujęła :)

      Usuń