... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

„Z dala od zgiełku”, Thomas Hardy



By  Kasia     21:25    Etykiety:,,, 
Był pierwszy dzień czerwca, kiedy sezon strzyżenia owiec osiągnął punkt kulminacyjny, a krajobraz nawet na najbardziej chudych pastwiskach tchnął zdrowiem i barwą. Każde źdźbło trawy było młode, wszystkie pory otwarte, każda łodyga nabrzmiała wzbierającym sokiem. Bóg był nieomal namacalnie obecny na wsi, diabeł zaś przeniósł się do miasta.

- Thomas Hardy, Z dala od zgiełku


Lubię sobie zrobić czasem wycieczkę do XIX-wiecznej Anglii. Przewodników wybieram różnych. Podążam za nimi, rozglądam się i uważnie słucham co mi mają do powiedzenia. Po każdym takim spotkaniu dokładam cegiełkę do coraz bogatszej wiedzy o ówczesnym świecie i społeczeństwie. W ten sposób, dotrzymywałam już towarzystwa Jane Austen i jej bohaterom na salonach angielskiej klasy średniej i wyższej, śledząc ich perypetie miłosne. Biegałam po wrzosowiskach z siostrami Brontë, próbując dzięki nim zrozumieć złożoność ludzkiej natury i potęgę uczuć. Zwiedzałam Londyn z Dickensem, poznając bolączki życia zwykłych mieszkańców, obserwowałam ich próby dążenia do szczęścia.

Nie bez powodu o tym wspominam. Ostatni tydzień spędziłam w towarzystwie Thomasa Hardy’ego, zagłębiając się w jednej z jego najpopularniejszych powieści „Z dala od zgiełku”. Streszczenie tego dzieła mogłoby sugerować, że jest to schematyczny, banalny romans, którego akcja dzieje się na prowincji. Piękna i inteligenta Betsaba Everdane dziedziczy farmę po swoim wuju i musi stawić czoła trudom jakie narzucały kobiecie współczesne czasy. Betsaba, swoją urodą, swoją niezależnością wzbudza prawdziwy chaos w sercach lokalnych mężczyzn. Pierwszy, o jej względy zabiega spokojny pasterz, Gabriel Oak, którego oświadczyny zostają odrzucone. Potem starania podejmują majętny dżentelmen William Boldwood, oraz sierżant królewskich dragonów Francis Troy. Otóż "Z dala od zgiełku" schematyczną powieścią, a już tym bardziej banalną nie jest! Z prostej, nieskomplikowanej historii miłosnej, Hardy rozwinął starannie skonstruowaną opowieść o podejmowanych w życiu wyborach i o tym jakie niosą konsekwencje. Natomiast schemat „czworokąta”: Betsaba i trójka zalotników, jest pretekstem, by prowadzić obserwacje i analizy w warstwie społecznej.

Chociaż wiem, że wszyscy bardzo skupiają się na miłosnych wątkach tej powieści to uważam, że atuty „Z dala od zgiełku” leżą ukryte gdzieś pomiędzy jednymi oświadczynami, a drugimi. Przede wszystkim kreacja bohaterów jest tu fantastyczna, zarówno tych pierwszo- jak i drugoplanowych. Pierwsza informacja jakiej się dowiadujemy o Betsabie to fakt, że jest próżną dziewczyną. Hardy niejednokrotnie był oskarżany o nienawiść do kobiet, bo często przedstawiał bohaterki swych powieści w złym świetle. Prawda jest taka, że pisarz lubił zgłębiać charaktery kobiet, eksponując zarówno ich wady jak i zalety. Betsaba jest zatem arogancka i powierzchowna, z drugiej jednak strony niezależna i uparta, dzięki czemu jest w stanie przetrwać i poradzić sobie nawet w najtrudniejszych momentach jej życia. Z mężczyznami sprawa jest nieco prostsza. Nie mają tak złożonych osobowości jak ta młodziutka dziewczyna, ale pisarz wyraźnie zaznaczył kontrast między nimi. Gabriel jest dobry, pracowity i cierpliwy; introwertyczny Boldwood okazuje się  szaleńcem, a sierżant Troy hulaką, kobieciarzem i uosobieniem zła. 

Najbardziej sobie jednak cenię fakt, że pisarz pokazał mi inny obraz XIX-wiecznej Anglii, wprowadził mnie do fikcyjnego hrabstwa Wessex, które w rzeczywistości reprezentuje spokojne i malownicze Dorset w południowo-zachodniej Anglii. Zamiast życia na salonach jest przebywanie w owczarni, zamiast zgiełkliwego miasta jest cicha wieś. Tu człowiek żyje w idealnej harmonii z naturą, podążając za jej rytmem. Wiosną wychodzi w pole, latem pracuje przy żniwach, jesienią zbiera plony, a zimą odpoczywa przy kuflu dobrego jabłecznika lub piwa. Powolne tempo akcji tylko podkreśla to proste, szczęśliwe, niemalże sielankowe życie.  Z dala od zgiełku, z dala od wszystkiego. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale ostatnimi czasy to właśnie takie malownicze krajobrazy, które wyłaniają się ze stronic czytanych przeze mnie książek, łapią mnie najmocniej za serce. 

„Z dala od zgiełku” wytycza jeszcze jeden ciekawy kierunek podróży po XIX-wiecznej Anglii. Zarówno styl pisarza, jak i klimat powieści różnią się od tych znanych mi dotychczas z wiktoriańskich utworów. Opisy są tu bardziej poetyckie, dialogi wiernie przekazują tok myśli i doznań bohaterów, równocześnie wywołując uśmiech na twarzy czytelnika. Często trzeba je traktować z przymrużeniem oka. Książka dwukrotnie już została przeniesiona na duży ekran, w 1967 roku przez Johna Schlesingera, a całkiem niedawno została przepięknie zekranizowana przez Thomasa Vinterberga. 

* Za podróż do prowincjonalnej XIX-wiecznej Anglii dziękuję Pani Marii oraz Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Moja ocena: 4/6


Thomas Hardy
Z dala od zgiełku
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2015
tłum. Róża Czekańska - Heymanowa

Drogi Czytelniku!

Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

6 komentarzy:

  1. Patrząc choćby po „Tessie d'Urberville” nigdy bym nie powiedziała, że Hardy nienawidził kobiet. Zrozumienie dla kobiecej natury, takt, konsekwencja, z jaką aż do końca nazywa swoją bohaterkę kobietą czystą... Ale to trochę tak jak z Tołstojem, trudno mi było uwierzyć, że ktoś, kto z takim współczuciem odmalował dramat Anny Kareniny, z takim samym przekonaniem mógłby napisać tak jadowity w odniesieniu do płci pięknej utwór jak „Sonata Kreutzerowska”.

    To kolejna lektura, której Ci zazdroszczę! Przymierzam się do niej odkąd wpadła mi w ręce „Tessa” i spędziłam z nią kilka tygodni łez, gryzienia palców z nerwów i chłonięcia każdego słowa z wypiekami na twarzy. Naprawdę nie wiem jak to możliwe, że będąc aż tak zachwycona „Tessą” wciąż jeszcze nie sięgnęłam po żadną inną książkę Hardy'ego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że dla ówczesnego czytelnika taka kreacja bohatera mogła budzić zdziwienie. No bo jak to główny bohater ma wady? Taki zabieg jakoś mi się nie rzucił w oczy u Austen czy Bronte, inne postacie już miały wady, ale główne bohaterki - no po co? A Hardy przedstawia wyważony obraz tego jak jest i tu ma u mnie dużego plusa. Ciekawe jest to, że inaczej odebrałam Betsabę czytając książkę, a inaczej oglądając interpretację Vinterberga. No, ale to dyskusja na inny raz. Jak chcesz to Ci mogę wysłać książkę, a potem koniecznie obejrzyj film!

      Ps. ja Ci zazdroszczę chyba 100 książek które przeczytałaś, a u mnie jeszcze zalegają na półkach :D

      Usuń
  2. Czeka w tej chwili na mnie książka "Powrót na wrzosowisko", w której spodziewam się znaleźć podobny klimat. Ale postaram się także sięgnąć po "Z dala od zgiełku"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie klimaty działają na mnie ostatnio niemalże kojąco :) "Z dala..." to póki co pierwsza powieść Hardy'ego jaka wpadła w moje łapki i podobno należy do tych najbardziej słonecznych i pozytywnych, dlatego pewnie niebawem sama jeszcze po coś sięgnę, żeby odkryć tę drugą stronę autora.

      Usuń
  3. "Wsi spokojna, wsi wesoła!" A jednak niezupełnie sielankowa ta wieś u Hardy'ego. Bardzo podobał mi się film (duża w tym zasługa Carey Mulligan). Książkę przeczytam na pewno. Uwielbiam, gdy mężczyźni za literacki cel obierają postaci kobiece i oferują coś więcej niż opowieść o miłosnych perypetiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo mi się film ogromnie podobał. Życzę Ci przyjemniej lektury i nie zapomnij podzielić się wrażeniami potem ;)

      Usuń