... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

„Śmierć w Breslau”, Marek Krajewski



By  zabaa     22:10    Etykiety:,,, 
„ - Niech pan sobie tylko wyobrazi: zimna noc, poszarpane urwiska, ostre kominy nagich skał, piasek wgryzający się wszędzie, w rozpadlinach okrutni ludzie o twarzach diabłów, otuleni w czarne szaty, a w świetle księżyca pełzające węże i skorpiony…

- Tak wygląda śmierć…”

- Marek Krajewski, Śmierć w Breslau


Randki w ciemno mają to do siebie, że są totalnie nieprzewidywalne. Podstawowe zasady, których należałoby przestrzegać to:
  1.  Jak umawiać się w ciemno to tylko w miejscu publicznym… bo nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać po tajemniczym nieznajomym.
  2.  Nie można z góry założyć, że jesteście sobie pisani…  pierwsze spotkanie może okazać się bardzo interesujące, albo zakończyć się równie szybko jak się zaczęło.

Ale czemu ja w ogóle o tym piszę? Bo jakiś czas temu, Owca z Wełniastego Podejścia do Literatury umówiła mnie na randkę w ciemno z książką. Nie wiedząc czego tu się po Owcy spodziewać, zabrałam swojego nowego towarzysza w plener (patrz punkt 1 powyżej). Przesiedziałyśmy z książką niejedno spotkanie w tramwaju, przespacerowałyśmy niejedną wrocławską uliczkę… I jak się okazało był to strzał w dziesiątkę! Bo kiedy książka zaczęła snuć swą opowieść, wcale nie musiała mnie przenosić w inne miejsce, a jedynie w czasie do przedwojennego Wrocławia, czyli właściwie do Breslau lat 30. XX wieku, miasta przynależącego do III Rzeszy. I nie ukrywam, że kiedy się tam już znalazłam, to momentami miałam ochotę uciekać…

„Śmierć w Breslau” to kryminał retro i zarazem debiutancka powieść Marka Krajewskiego. To książka, „która stworzyła Mocka” i nie tylko Mocka, bo miasto to dla mnie drugi główny bohater, a autor umiejscowił w nim akcję jeszcze kilku swoich powieści. Śmierć u Krajewskiego przybrała tym razem obraz jadowitego pajęczaka, przywiezionego w tajemniczych okolicznościach do Breslau. Kiedy  zwłoki dwóch kobiet, Marietty von der Malten i jej guwernantki, zostają odnalezione, na miejscu zbrodni roi się od skorpionów, a na ścianie widnieje tajemnicze, obcojęzyczne zdanie napisane krwią ofiar. Rozpoczyna się śledztwo prowadzone przez radcę kryminalnego Eberharda Mocka. Czy uda mu się rozwiązać zagadkę i odnaleźć mordercę?

Krajewski postarał się jeśli chodzi o kreację bohaterów. Wydawać by się mogło, że skoro jest zbrodniarz, to ten który go szuka/tropi jest tym dobrym. Tymczasem odniosłam wrażenie, że „Śmierć w Breslau” jest przepełniona bezwzględnymi, skorumpowanymi, bezustannie oddającymi się rozpuście postaciami. Sam Mock to bohater pełen sprzeczności: z jednej strony to bezlitosny brutal, posiadający na każdego jakieś „brudy”, mogące skończyć czyjąś karierę, lub nawet życie. Z drugiej jednak strony, gdzieś głęboko można dopatrzeć się u niego wrażliwości... Przez długi czas zastanawiałam się czy w ogóle lubię głównego bohatera. Powieść się skończyła, a mi nadal nad głową uparcie wisi znak zapytania. O wiele ciekawszy wydał mi się bohater drugoplanowy, Herbert Anwaldt. Przysłany z Berlina policjant zmaga się z trudną przeszłością i problemami z alkoholem. Jest zdecydowanie słabszy charakterem niż Mock i być może dlatego wydaje się on bardziej ludzki.

Kreacja przedwojennego Wrocławia jest dla mnie niewątpliwie największą zaletą tej powieści. Pisarz przedstawił przeszłość miasta, właściwie lekko tylko dotykając historii, oddał klimat miasta dotąd mi nieznany, owiał je atmosferą zagadki i tajemnicy, nazwał wszystkie ulice, place i zaułki ich pierwotnymi niemieckimi nazwami. Przez to snułam się za głównym bohaterem nieco zagubiona po mieście tak znajomym i obcym zarazem, spowitym ciężkim, gorącym powietrzem.

Randkę w ciemno uznaję za udaną, chociaż uważam, że żeby wybuchła miłość, potrzebuję kolejnego spotkania z panem Krajewskim (patrz punkt 2 powyżej). Kończąc, jeszcze raz chciałabym Was zaprosić do zabawy „Randka w ciemno z książką” (szczegóły o tu).  Prawda jest taka, że do kryminału mi na co dzień daleko i gdyby ta książka nie dostała się w ten sposób w moje łapki, to zastanawiam się, czy w ogóle bym po nią sięgnęła? Owca, wybierając „Śmierć w Breslau” otworzyła mi drzwi do nowego świata pełnego grozy i tajemnicy, otworzyła okno na zupełnie nowy gatunek i autora. Dlatego teraz ja liczę na to, że uda mi się otworzyć takie drzwi dla kogoś z Was. A Owieczce jeszcze raz pięknie dziękuję za zabawę, za pomysł i za książkę oczywiście :)

Moja ocena: 3,5/6


Marek Krajewski
Śmierć w Breslau
Wydawnictwo ZNAK 2010

Słówko od Żaby

Drogi Czytelniku! Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

8 komentarzy:

  1. Rozsądny Żabulec. Nie dał się zbałamucić już na pierwszej randce i wymusił kolejną. Brawo! (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadome :D

      Powiem Ci Owieczko, że po Twoim wyborze zaczęłam się zastanawiać na jakie Wy randki chodzicie z Ulubionym (nie żebym Wam do Owczarni zaglądała), ale... ale mam nadzieję, że kartoteki nie przeglądacie i nie omawiacie możliwych sposobów na dokonanie zbrodni :D

      Usuń
    2. Włamanie idealne omówiliśmy koło 4 randki. Morderstwo idealne rozkminiliśmy koło dziesiątej randki i wiedzieliśmy, że to miłość:D Ale zawsze zaznaczam - my do normalnych nie należymy (;

      Usuń
    3. No... no nie powiem,że mi to przez myśl nie przeszło ;P I tak Was lubię. (tylko będę omijać Trójmiasto i zmienię cel podróży na wybrzeże zachodnie).

      Usuń
  2. No tak, lepiej nie iść za przykładem "Randki w ciemno" Jerzego Kosińskiego. Dobrze mieć w zanadrzu parę zasad... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ostatnio mi chodzi po głowie ta Randka Kosińskiego... tylko tak sobie pomyślałam,święta idą. Niech będzie lekko i przyjemnie! O!

      Usuń
  3. A to Ci Owca randkę zgotowała! Świetny pomysł, swoją drogą.
    Od długich miesięcy obiecuję sobie Krajewskiego, a teraz już wiem, od której książki powinnam zacząć. Ale nie bój się, nie odbiję Ci go, tylko popatrzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff, no to mnie uspokoiłaś! ;)

      A tak tylko między nami (wszyscy inni proszę nie czytać), to ja się nim mogę z Tobą podzielić, tylko nikomu ani słowa, bo się zaczną plotki w blogosferze!

      Usuń