... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

„Intryga małżeńska”, Jeffrey Eugenides



By  Kasia     20:10    Etykiety:,, 
„Są książki, które przebijają się przez zgiełk świata, chwytają cię za kołnierz i opowiadają tylko o rzeczach najprawdziwszych.”

- Jeffrey Eugenides, Intryga małżeńska


Taką właśnie książką jest „Intryga małżeńska” Jeffreya Eugenidesa. Chwyta czytelnika za kołnierz, by przenieść w czasie do lat 80. XX wieku i otwiera bramy do kampusu Uniwersytetu Browna w Providence w Stanach Zjednoczonych. Tam, czytelnik poznaje trójkę głównych bohaterów: Madeleine, Leonarda i Mitchella, a także szczegóły rozgrywki miłosnej pomiędzy nimi i problemy z jakimi muszą się zmierzyć stojąc u progu dorosłości.

Madeleine to niepoprawna romantyczka, studentka filologii angielskiej, specjalistka od intrygi małżeńskiej w powieściach wiktoriańskich. Jest wrażliwa, piękna i zdeterminowana, by podążać swoją drogą ku szczęściu… W przekonaniu Madeleine, szczęście może jej przynieść tylko prawdziwa, szczera i wielka miłość, dlatego w czasie wolnym zgłębia tajniki „Fragmentów dyskursu miłosnego” Rolanda Barthes’a. Na zajęciach z semiotyki Madeleine poznaje przystojnego, charyzmatycznego Leonarda i zakochuje się w nim. Leonard to student biologii i filozofii, to samotnik, to człowiek zdolny i niezwykle inteligentny. Z czasem jednak okazuje się, że posiada ciężki bagaż przykrych doświadczeń z dzieciństwa, które bezustannie rzucają cień na całe jego życie. Droga Madeleine i Leonarda krzyżuje się również z drogą Mitchella. Mitchell to wielki indywidualista, beznadziejnie zakochany w Madeleine. Kończąc religioznawstwo, rzuca wyzwanie sobie i światu, wybierając się w długą podróż do Europy i do Indii. Ma nadzieję, że uda mu się tam zapomnieć o nieszczęśliwej miłości i odnaleźć siebie.

Powieść ta jest przede wszystkim kapitalnym studium charakterów ludzkich. Eugenides przenikliwie opisuje najskrytsze myśli swoich bohaterów; o czym marzą, co ich dręczy, czego się boją, czym się kierują w życiu i w podejmowaniu ważnych decyzji. Nieraz kąśliwie, albo z ironią, a mimo to wciąż poważnie i prawdziwie! Pisarz przedstawia jak kształtują się związki pomiędzy ludźmi, jak budzą się uczucia i jak powstaje przywiązanie do drugiej osoby. Ciekawa konstrukcja pozwala na zapoznanie się z historią z każdego możliwego punktu widzenia. O tych samych wydarzeniach, o tej samej scenie dowiadujemy się z perspektywy zarówno Madeleine jak i Leonarda, Madeleine i Mitchella, Mitchella albo Leonarda.

„Intryga małżeńska” to urzekająca historia. Im dłużej się czyta, tym ciekawsza się wydaje. Im ciekawsza się wydaje, tym bardziej docenia się talent autora. I to nie tylko pisarski. Eugenides dał w powieści świadectwo swojej ogromnej wiedzy na przeróżne tematy: literatury, psychologii, religii, biologii (nawet drodży!).

Przyznam, że książka wciągnęła mnie bardzo – niczym magnes. Każdy uszczypliwy fragment wywoływał uśmiech na twarzy, a sam koniec rozbudził uczucie melancholii. Jeffrey Eugenides stworzył wspaniałą, nostalgiczną opowieść o miłości, o namiętności, o prawdziwych problemach, a także o młodości i dorastaniu.

Moja ocena: 5,5/6


Jeffrey Eugenides
Intryga małżeńska
Wydawnictwo ZNAK 2013
tłum. Jerzy Kozłowski

Drogi Czytelniku!

Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

12 komentarzy:

  1. Studium charakterów ludzkich... to coś zdecydowanie dla mnie. Twoja recenzja jest przekonująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam nadzieję, że Tobie również przypadnie do gustu i wsiąkniesz :)

      Usuń
  2. Nie słyszałam, ale przeczytam sobie, chociaż czasu coraz mniej, bo wiosna powoli za oknem( przynajmniej u mnie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj bo naprawdę fajna! Nie wiem czy Cię to zaskoczy, ale ja też wyczuwam wiosnę :D chociaż dziś przez chwilę śnieg padał, aż nie dowierzałam ;)

      Usuń
  3. I znowu u Ciebie autor, na którego mam oko od jakiegoś czasu! Choć wcześniej to było tylko takie „hm, no tak, słyszałam, ponoć dobry, może wpadnie mi kiedyś w ręce”, a po tym co napisałaś jestem naprawdę zaintrygowana! Lubię książki o dorastaniu. To moim zdaniem najciekawsza faza w życiu człowieka. Jeszcze ma trochę z dziecka, jeszcze wierzy w jakieś ideały, ale już podejmuje własne decyzje, musi wszystko poukładać po swojemu. Jak całkowicie dojrzeje – traci wrażliwość. Umiera.

    A swoją drogą – to bardzo ciekawe, że ta książka opowiada o życiu studentów. Mnóstwo jest dzisiaj ambitnych powieści o nieszczęśliwych rodzinach (tak tołstojowsko!), dzieciach, wrażliwych nastolatkach, zagubionych trzydziestolatkach, ale o studentach, w ich naturalnym studenckim środowisku, jakoś niewiele. Tak na szybko przychodzą mi do głowy tylko „Bestie” Carol Joyce Oates. Czy tylko mnie się wydaje, że jest tu jakaś nisza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się właśnie zastanawiałam, czy normalnie nie przejść się do Ciebie i Ci tego skarbu osobiście nie polecić, bo wydaje mi się, że Ci bardzo przypadnie do gustu. Dlatego cieszę się, że jesteś zaintrygowana i obiecuję, że będziesz nawet bardziej rozmowami jakie prowadzą, autorami jakich czytają, klimatem i światem jaki stworzył autor, bo jest taki prawdziwy, taki realny! Ja też właśnie lubię takie książki, aż sobie przypomniałam o Franny i Zoey, bo tam też był taki studencki klimacik i chyba sięgnę jeszcze raz po tą książeczkę niedługo. "Bestii" nie czytałam, ale zabawne, że akurat teraz o niej wspominasz, bo ostatnio wyniosłam jedną książkę Carol Joyce Oates z biblioteki, ale to podobno bardziej klimat "American Beauty" ;) zobaczymy... Nie tylko Tobie się wydaje, że tych książek jest niewiele, dlatego jak coś upolujesz ciekawego to daj znać! A ja na razie czekam na wieczór i wybieram się czytać o Nabokovie do Ciebie, także jeszcze się odezwę ;)

      Usuń
    2. O, jak miło! Ale dobrze, że nie musiałaś się fatygować, sama przyszłam ;) No to koniecznie muszę się rozejrzeć. Chyba w końcu pójdę do Jagiellonki i stamtąd pożyczę, bo widzę że jest, a jeszcze mam tam dwie inne książki na oku. Trzeba korzystać z tych zbiorów, póki jeszcze studiuję :) Co prawda mam akurat do czytania sto tysięcy innych rzeczy, no ale cóż, życie.

      A jak „American Beauty” to pewnie „Amerykańskie apetyty”? Nie czytałam jeszcze, więc będę czekać na Twoją opinię, czy warto. W ogóle jeśli chodzi o Oates to czytałam tylko te „Bestie”, na półce mam jeszcze „Modliszki”, ale tak naprawdę to nie ciągnie mnie do tych wszystkich jej najsłynniejszych powieści, tylko do książeczki (też trochę w studenckim klimacie, z tego co się o niej dowiedziałam) pt. „Zabiorę cię tam”, o tej: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/49907/zabiore-cie-tam Przeczytałam kiedyś dawno temu ciekawy i zachęcający tekst na jej temat, napisany przez osobę, której zdanie sobie bardzo ceniłam, i od tamtej pory ciągle mam tę powieść gdzieś z tyłu głowy. Aż dziw, że przez tyle czasu nie udało mi się do niej dotrzeć. Awansowała dla mnie do rangi takiej książki-mitu :)

      Usuń
    3. Koniecznie! Idź i pożycz, póki możesz :D Sama też przywlokłam z biblioteki (aż żałuję, że nie mam na własność, ale może kiedyś). Ja też cierpię na tę chorobę: za dużo książek, za mało czasu :) i ilość książek "do przeczytania" czasem przeraża.
      Właśnie, "Amerykańskie apetyty" czekają... dam znać czy warto. Jeszcze nic nie czytałam Oates, ale "Zabiorę cię tam" też fajnie brzmi, będę wypatrywać.

      Usuń
  4. Przyznaję, że to brzmi fascynująco. Chociaż na co dzień unikam takich książek - wolę thrillery, horrory czy kryminały, ewentualnie literaturę młodzieżową lub typowo kobiecą. Ale ta powieść, a raczej sam wątek znajomości trojga studentów, niezmiernie mnie zaciekawił. Nie obiecuję, że doczytam do końca, ale przynajmniej spróbuję - jeśli ta książka trafi kiedyś w moje ręce;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, no taaak, na tym właśnie polega piękno literatury, dla każdego znajdzie się coś miłego :) Zachęcam jednak spróbować Eugenidesa, a jak się nie spodoba, to przynajmniej będziesz wiedziała czyje półki omijać szerokim łukiem :)

      Usuń
  5. Nie miałam chyba okazji jeszcze tego napisać, zatem piszę: Żabko, zrobiło się tu pięknie (:
    A na opisywaną przez Ciebie powieść poluję już od jakiegoś czasu i mam nadzieję, że teraz kuszona Twoim tekstem, zabiorę się za czytanie "Intryg..." szybciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Dziękuję, dziękuję :) A przez kogo takie remonty? Nowa tapeta? Trochę wiosenne porządki, a trochę bo mi ktoś powiedział, że książka w drodze, a z nią mężczyzna i tajemnica i że w ogóle randka. No to jak tu tak przyjmować gości? Trzeba było się wziąć i ogarnąć :D Szkoda tylko, że teraz mam mniej czasu na czytanie i randkowanie, bo zmuszona jestem zająć się w końcu moją pracą mgr. Wszak do czerwca coraz bliżej...

      A jeśli chodzi o "Intrygę..." to sama się chyba nie spodziewałam, że mnie tak wciągnie. Może to przez ten klimat i wątek studencki, aż daje do myślenia w momencie kiedy samemu się kończy studia. Ale widzę, że Cię bardziej do czytania zachęcać nie muszę, skoro polujesz na nią to życzę tylko, żebyś szybko ją dopadła :)

      Usuń