... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

6 ulubionych książek



By  zabaa     21:35    Etykiety: 
Codziennie czytam i codziennie uświadamiam sobie, jak wiele mi zostało do przeczytania. A od czasu do czasu wracam do poprzednich lektur, ale czytam ponownie tylko te książki, które rzeczywiście zasługują na ten przywilej.

 - Jaume Cabré, Wyznaję


To może by tym razem trochę o mnie. Parę książek w życiu przeczytałam. Skłamałabym mówiąc, że sobie ich nie grupuję, nie klasyfikuję, nie porządkuję i nie układam na odpowiednich półeczkach. Każda jedna znajdzie u mnie swój kącik, każdą docenię i szepnę o niej miłe słówko (bo przyjaciół się nie zdradza i sobie ich dobrze dobiera). Ale bywa też tak, że jedne bardziej złapią mnie za serce, inne na dłużej zapadną w pamięć. I o takich chciałabym dziś opowiedzieć. O mojej ulubionej, magicznej 6.

Zadanie, które sobie wyznaczyłam okazało się nadzwyczaj trudne. Wybrać tylko 6 pozycji z mojej małej biblioteczki to jakby kazać matce wybrać ulubione dziecko. Płakałam, krzyczałam i błagałam, żeby inne książki się nie obrażały, ale cóż… słowo się rzekło i spośród ulubionych wybrałam ulubione:


     „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa

Gdybym miała ją opisać jednym słowem, powiedziałabym: dziwna. Ale nie muszę, więc dodam jeszcze parę: niezwykła, surrealistyczna, groteskowa, absurdalna. Bułhakow namieszał tu jak tylko mógł. Rzeczywistość przeplata się z fantastyką, historia z teraźniejszością, a sen z jawą. Po ulicach grasuje diabeł ze swoją świtą, a z głównej bohaterki Małgorzaty robi królową szatańskiego balu (kto by nie chciał takiej koronacji, skoro okazuje się, że szatan to w sumie równy gość). Dużo się dzieje i dzieje się na opak. Dlatego to takie fajne :)


    „Ojciec chrzestny” Maria Puzo

Esencja mafijności. W poniższym cytacie, znajduje się właściwie wszystko co chciałabym powiedzieć:

– Synku, przeczytałem tysiąc pięćset książek, jak postępować z ludźmi. Kiedy ty dłubałeś w nosie i zjadałeś swoje gile, ja skakałem jak żabka po głowach takich jak ty frajerów na sam szczyt. Jestem skazany na sukces. A ty, śmieciu?
– W moim życiu przeczytałem dwie książki...
– Doprawdy? Co to było? „Poczytaj mi, mamo”?
– Jedna z nich to „Ojciec chrzestny”. Gdybyś ją przeczytał, to wiedziałbyś, że pieniądze to nie wszystko, że nie zdradza się przyjaciół i nie dmucha ich żon. Ale, niestety, napchałeś sobie głowę jakimiś pierdołami o żabach i teraz na siłę próbujesz zainteresować tym innych.

Ja właściwie do żab nic nie mam. I Wy też nie miejcie. Zwłaszcza do jednej.


   „Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna

Sama bym chciała, żeby mnie ktoś zabrał do takiego niezwykłego i baśniowego miejsca jak Cmentarz Zakazanych Książek. Ale wiem, że jak bym się tam już znalazła, to chyba bym go już nie opuściła…  wybrać jedną jedyną książkę, tę najważniejszą, tę wyjątkową, podczas gdy tyle czasu zabrało mi zdecydowanie się na 6? O zgrozo! Daniel jednak wybrał i przez to zaczęła się jego niezwykła przygoda; podróż po zaułkach Barcelony spowitej magiczną aurą słodkiej tajemnicy. Książka wciągająca już od pierwszej strony.


  „Ewa Luna” Isabel Allende

Lubię przygodę i lubię realizm magiczny. Książka, która spełnia te kryteria musi być fajna. I "Ewa Luna" nie rozczarowała mnie. Powiedziałabym nawet, że raczej oczarowała. Lekka i bardzo wciągająca, podziałała jak balsam dla strudzonego sesją mózgu. Na długo pozostała w mojej głowie i tylko narobiła mi apetytu na więcej powieści pani Allende.


   „Pokuta”  Iana McEwana

McEwana sobie bardzo cenię. Każda jego książka (czy to lepsza, czy to gorsza) pozostawia niezatarty ślad w mojej głowie. Pewnie dlatego, że autor w większości porusza tematy trudne, lub kontrowersyjne, przełamuje pewne tabu. Przez to jego książki nie zawsze są przyjemne do czytania. Ale ta była. Opowieść o tym jak to błędna interpretacja zdarzeń, pochopne wysnucie wniosków i jedno małe kłamstwo są w stanie zniszczyć szczęście człowieka, a jego los wrzucić na zupełnie nowe tory…


  „Wyznaję”  Jaumego Cabré

Najpierw przyciągnęła mnie okładka (pewnie nie mnie jedną). Potem koncertowy opis: Cabré, którego pasją jest muzyka, skomponował tę powieść jak symfonię, z częstymi zmianami nastroju, tempa i głosu narracji. I właśnie tym urzekła mnie ta książka: ciekawą konstrukcją, bogactwem wątków, postaci, pięknym językiem… i przede wszystkim głównym bohaterem. Ale o tym wszystkim to już przecież było o tu. Teraz siedzę i czekam na maj.

Trochę się uzewnętrzniłam, trochę się podzieliłam. Ale teraz mnie ciekawi jak wyglądają Wasze biblioteczki? Jakie są Wasze ulubione książki?

Słówko od Żaby

Drogi Czytelniku! Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

13 komentarzy:

  1. A ja ani jeden nie przeczytałam... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zachęcam :) Najlepiej wszystkie sześć :D

      Usuń
  2. Z Twojej 6 czytałam tylko "Ojca chrzestnego", którego również bardzo dobrze wspominam :)
    Szczerze mówiąc nie potrafiłabym wskazać mojej ulubionej 6, bo tych książek jest zdecydowanie dużo więcej, ale na pewno w takim zestawieniu znalazłby się u mnie Tolkien :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego to był prawdziwy, rozdzierający serce dylemat. Też ich mam więcej, ale słowo się rzekło, męczarniom przyszedł początek...

      A Tolkien też spoko :D

      Usuń
  3. Wszystkie czytałam (dumna) (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyta Owca :) Lepiej się pochwal jakie są Twoje ulubione!

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o ulubione, trochę się rozmijamy :) „Cień wiatru” i „Ewę Lunę” uważam za bardzo dobre, ale jednak czytadła, a „Mistrza i Małgorzatę” czytałam jakieś sto lat temu, więc może było na to za wcześnie, ale też jakoś nie mogłam się zachwycić...
    U mnie to by było coś Hrabala, „Taka piękna żałoba” zapewne, „Do latarni morskiej” Woolf, „Sklepy cynamonowe” Schulza, „Białe noce” Dostojewskiego, „Upojenie” Mansfield, „City” Baricco, ... a, już koniec? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre czytadło nie jest złe :D Hrabal! a to Ci zaskoczenie! :P Co do Virginii to nadal czekam na moment, aż mnie do siebie przekona. Wiem, że ważna. Wiem, że dobra, ale czasem trochę męczy (tylko nie krzycz na mnie po tym co napisałam). Myślę, że jeszcze zrobię parę podejść. Nie poddam się, obiecuje. A Schulza też uwielbiam, aż się dziwię teraz że go nie zamieściłam... resztę jeszcze sprawdzę, bo nazwiska znajome, ale jeszcze nie czytałam. A 6 dlatego żeby Was tu nie uśpić :D

      Usuń
    2. Ależ nie zamierzam krzyczeć! :) Wiem, że proza Virginii jest dość trudna i nie do wszystkich dociera, a co czytałaś? Bo na przykład „Fale” na początek chyba i mnie by zniechęciły. Inna sprawa, że te moje ulubione są takie dosyć specyficzne, nie ma tam takich książek, które z czystym sumieniem poleciłabym każdemu, ale akurat wybitnie trafiają w moją wrażliwość. Więc ani się z nimi nie narzucam, ani broń Boże krzyczeć nie będę, jeśli Ci się nie spodobają. Choć oczywiście jeśli się spodobają, to będzie radość :)

      Usuń
    3. Kiedyś, kiedyś robiłam podejście do "Pani Daloway" i do "Latarni morskiej", ale nie wytrwałam niestety. No nic. Poczekam na lato i spróbuję jeszcze raz. Może już "dojrzałam" do lektury. Nie wiem. I przyznam, że tak mi się właśnie wydaje, że Ty lubisz trudne książki, czy nie? W każdym razie powiedziałabym, że zdecydowanie częściej sięgasz po ambitną literaturę :)

      Usuń
    4. Racja, lubię, bo fajnie jest bawić się interpretacjami kiedy nie wszystko jest podane na tacy :) Poza tym moim zdaniem odczuwanie i postrzeganie świata jest procesem na tyle skomplikowanym, że nie da się tego oddać prostymi słowami. A interesuje mnie właśnie, na ile można się zbliżyć do życia poprzez jego opis. Mistrzem w tym był moim zdaniem Proust (jego magdalenki – koncepcja właściwie bardzo prosta, ale jakoś nikt tego wcześniej tak trafnie nie ubrał w słowa!), ale Virginia Woolf też sobie całkiem nieźle radziła :) Mam więc nadzieję, że oczaruje Cię przy kolejnej próbie trochę bardziej, chociaż nic na siłę – wiem z doświadczenia, że jak człowiek bardzo chce, żeby mu się coś spodobało, to wychodzi zwykle na odwrót :)

      Usuń
  5. Kiedyś się zaczytywałam w Allende np w Pauli. A może jest tak,że odpowiednie książki należy przeczytać w odpowiednim momencie życia (ad vocem "Mistrza i Małgorzaty")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że masz sporo racji. To jest moja 6 na ten moment. Za 10 lat pewnie się zmieni...

      Usuń