... by przedłużyć wrażenia z podróży do wnętrza książki...

„Poniedziałkowe dzieci”, Patti Smith



By  zabaa     21:17    Etykiety:,,, 
Patti Smith żyła w swoim zamkniętym świecie, do którego stopniowo zaczęła wdzierać się miłość do sztuki i poezji. Kiedy w młodości odkryła, że to „(…) istoty ludzkie tworzą sztukę, że być artystą oznacza widzieć to, czego nie widzą inni”, sama zapragnęła „przystąpić do ich bractwa”. W pogoni za marzeniami, porzuciła dom w New Jersey i udała się do Nowego Jorku. Rzeczywistość jednak okazała się szara, smutna i biedna. Aż pewnego lipcowego dnia w 1967 roku poznała swoją bratnią duszę -  Roberta Mappelthorpe’a. I chociaż dalej było biednie, to już z pewnością nie szaro i smutno. Przyjaźń przerodziła się w miłość i zapoczątkowała długoletnią współpracę, aż do dnia kiedy Robert zmarł na AIDS w 1989 roku. „Poniedziałkowe dzieci” upamiętniają wspólne życie dwójki przyjaciół w kręgu nowojorskiej bohemy lat 60.


„Poznałam Roberta jako nieśmiałego i milkliwego chłopca. Lubił być prowadzony za rękę, lubił całym sercem wkraczać w nowe światy. Był męski i opiekuńczy, choć zarazem kobiecy i uległy. Dbały o swój strój i wygląd, przy pracy potrafił narobić straszliwego bałaganu. Jego świat był samotny i niebezpieczny, z przeczuciem wolności, ekstazy i wyswobodzenia.”

Byli młodzi, nierozłączni i zupełnie nieznani. Ona, pozując, inspirowała go do odkrywania nowych sfer w fotografii, do przesuwania granic poznania, do twórczego rozwoju. On nie pozwolił jej przestać pisać, zbierając porozrzucane po podłodze prace, wspierał i zachęcał, żeby później pękać z dumy z każdym odniesionym przez nią sukcesem. Razem stawiali czoła wszelkim trudnościom. Razem odważnie walczyli o swoje marzenia. Nieprzeciętna wrażliwość na piękno tych dwojga, wzajemna miłość i szacunek dały mocne fundamenty związku. Tak mocne, że były w stanie przetrwać nawet homoseksualną orientację Roberta.

Wspomnienia artystki to nie tylko literacki hołd oddany zmarłemu Robertowi, ale także drugiej największej miłości Patti – sztuce, oraz legendarnemu miastu, będącemu kwintesencją Ameryki.


„Drapacze chmur były piękne. Nie wydawały mi się korporacyjnymi skorupami, lecz pomnikami aroganckiego, a jednak filantropijnego ducha Ameryki. Każdy tchnął szczególną energię i miał własne dzieje. Stary świat i ten dopiero się rodzący jako dar w cegle i zaprawie murarskiej od rzemieślnika i architekta.”

Obraz Nowego Jorku w tej książce czaruje i przyciąga. Podążając za Patti ulicami miasta, można poczuć niesamowity klimat lat 60 i 70, poznać odrobinę historii tego miejsca i osób, które w tą historię się wpisały. Bo tu po ulicach spacerują nietuzinkowi ludzie: Janis Joplin, Jimi Hendrix, albo Allen Ginsberg. W słynnym lokalu Kansas City, przy okrągłym stole przesiaduje Andy Warhol razem ze swoją świtą. W jeszcze innych zakątkach chłopcy z długimi czuprynami paradują w modnych pasiastych dzwonach, a „dzieci kwiatów” eksperymentują z używkami i kultywują „lato miłości”.

Nowy Jork to także miasto pełne sprzeczności i kontrastów. Patti i Robert z taniego hotelu Allerton pełnego ćpunów, alkoholików, ludzi przegranych zakrawających o margines społeczny, przenoszą się do słynnego hotelu Chelsea, gdzie sławy, muzycy i pisarze są sobie sąsiadami. Każde nowe miejsce niesie nowe możliwości, daje nadzieję, jest źródłem inspiracji. A ta dwójka czerpie z niego bezustannie. To tętniące życiem miasto, które nigdy nie śpi stało się dla nich domem.

„Poniedziałkowe dzieci” to poruszająca historia miłosna. To pożegnanie przyjaciela. To fascynujący obraz jednej z największych metropolii świata, a także świadectwo narodzin wielkich artystów. Nie tylko zawartość książki, ale również dbałość o szczegóły i styl pisania zdradzają poetycką duszę Smith. Ponadto inteligencja i wrażliwość autorki sprawia, że powieść czyta się z zapartym tchem. 


Moja ocena: 5,5/6


Patti Smith
Poniedziałkowe dzieci
Wydawnictwo Czarne 2012
tłum. Robert Sudół

Słówko od Żaby

Drogi Czytelniku! Przede wszystkim cieszę się, że tu jesteś :) Kącik literacki to moje miejsce na dzielenie się wrażeniami z podróży do wnętrza książki. Jeśli i Ty miałeś/miałaś szczęście odbyć podobną wyprawę nie zapomnij wspomnieć o tym w komentarzu poniżej:) Z czasem książki rozpanoszą się po kąciku, a półki zaczną uginać się od ich ciężaru, dlatego mam nadzieję, że będziesz tu zaglądać. Zapraszam!

4 komentarze:

  1. Bardzo lubię czytać różnego rodzaju wspomnienia. W dodatku z chęcią poznałabym Nowy Jork lat 60 i 70 :) Będę miała tę książkę na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie gorąco polecam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jak już naostrzysz ;) to zapewniam, że miło będzie Ci się przenieść do klimatycznej Ameryki :D

      Usuń